Odwiedziny Słodziaków, czyli Łukasz z Greenpeace’u i jego urocza Monika

Wracając ze Stacji Wolimierz zabrali się z nami nasi znajomi, którzy chcieli poznać nasze urocze miejsce o którym tak dużo im opowiadaliśmy. Łukasz Szuścicki pływa po Pacyfiku dla Greenpeace’u, znaliśmy się już wcześniej z Ruchu TZM, często bywał na różnych alternatywnych imprezach we Wrocławiu i tak połączyły się nasze wspólne drogi.  Natomiast Monikę poznaliśmy pierwszy raz, na Stacji Wolimierz, bardzo sympatyczna i urocza dziewczyna. Razem tworzą bardzo słodką parkę, stąd wziął się tytuł tego postu.

Do domu wróciliśmy bardzo późno, gdzieś o drugiej w niedzielę, ale to nie przeszkodziło mi w porannym wstaniu, w tak słoneczny dzionek. Kiedy wszyscy jeszcze spali zabrałam się do ogarnięcia ogródka, ponieważ nie było Nas 3 dni, potrzebował odrobinę opieki. Największym prezentem jaki dostałam od niego, to piękny rozkwit naszego pierwszego słonecznika. Piękny okaz, niesamowite płatki koloru złotego mieniące się w słońcu. Na początek dnia taka niespodzianka!

Kiedy emocje radości ustąpiły, zebrałam się do zorganizowania sobie zadań. Zaczęłam od wyrwania chwastów pomiędzy pomidorami, a potem poukładałam odpowiednio kłącza dyni i odsłoniłam trochę ziemniaki, podsypując ściętą trawę. Ścinałam trawę wokół doniczek, gdzie kosiarka nie miałaby dostępu. Kiedy to robiłam przyszła Monika i zaproponowała mi swoją pomoc. Zatem dałam jej nożyczki i pokazałam co, gdzie i jak obciąć. Jej tak się to spodobało, że skosiła mi cały trawnik. Ja w między czasie oganiałam ziemniaki ściętą trawą i wbijałam paliki do pomidorów. Ponieważ było upalnie to podlałam te miejsca gdzie widocznie brakowało wody.

W między czasie sobie rozmawiałyśmy na różne tematy związane z ogrodem. Widać że żyjąc w mieście brakowało jej tego kawałka ogrodu, gdzie mogła bym rozwijać swoje zdolności ogrodnicze. Bardzo się ciesze, że tak młode osoby bardzo lubią doświadczać kontaktu z naturą. Monika mieszka w Warszawie, w bardzo dużym mieście, gdzie jedynym zielonym skwerkiem są parki, a dokoła tętni miastowe życie oparte na konsumpcjonizmie. Dzięki rozmowie, dowiedziałam się dużo ciekawych informacji. Monika jest weganką, więc miałam bardzo dużo pytań odnośnie diety i jak sobie radzi w tych dla nas jeszcze nie przystosowanych warunkach. Sama wiem jak trudno na mieście jest coś zjeść ze znajomymi, trzeba sobie radzić samemu przygotowując coś na wyjście albo zamawiając bezsmakowe sałatki.
Wniosek jeden: dla chcącego nic trudnego, jeśli myślisz pozytywnie to wszystko samo przychodzi, tworząc sytuację sprzyjające realizacji i pobudzenia twoich kubków smakowych.

Kiedy chłopaki wstali i zjedliśmy wspólnie śniadanie i postanowiliśmy wybrać się z naszymi gośćmi na obryw skalny do Barda. Bardzo ładna pogoda nam towarzyszyła, a po drodze opowiadaliśmy o naszych podróżach i poznanych ludziach. Przy źródełku zaczerpnęliśmy trochę uzdrawiającej wody i udaliśmy się dalej ku górze. Po drodze podziwialiśmy brzozy i mnóstwo krzaków jagodowych, w tym roku bardzo obrodziły. Na szczycie spotkaliśmy innych ludzi, między innymi była mieszkanka Barda, która przyszła tutaj na górę z dwoma dziewczynkami. Opowiedziała nam co, gdzie kiedyś było, lub co nowego powstało od momentu jej wyprowadzki. Poleciła gdzie chodzić na grzyby i jakie miejsca warto zwiedzić. Bardzo sympatyczna Pani. Kiedy zaczęło mocniej wiać zaczęliśmy schodzić na dół.

W połowie drogi zaczęło padać, mało powiedziane wręcz lać. W tym momencie sobie przypomniałam, że mamy otwarte okna dachowe i może nas zalać. Powiedziałam to Piotrkowi i ekspresem zeszliśmy na dół zostawiając za sobą Monikę i Łukasza. Monika miała nie odpowiednie buty, więc musiała wolniej schodzić aby sobie krzywdy nie zrobić. Zatem szybko zeszliśmy na dół i wsiedliśmy do autka, kierunek Opolnica. Najdziwniejsze było, że wyjeżdżając z Barda nagle przestało padać, chyba mamy szczęście. Jednak jak się zbliżyliśmy do Opolnicy zaczęło kropić, czyli chmura dopiero idzie. Dojechaliśmy do domu, zamknęłam okna, trochę wody się dostało, ale to nic w przypadku gdyby zaczęło bardzo mocno padać. Łubudu i burza nastała u Nas. Grzmoty, pioruny i deszcz. Piotr wsiadł do auta i pojechał po naszych gości. Po pół godziny wrócił bo ich nie było, wziął telefon i próbował się skontaktować z nimi. W końcu się udało i jeszcze raz pojechał, stali pod drzewem i się trochę zagadali. Wszyscy byliśmy mokrzy 🙂 Po przebraniu i zrobieniu wspólnego posiłku, obejrzeliśmy sobie wspólnie film na koniec dnia.

W drugim dniu wstaliśmy wcześniej i razem wybraliśmy się na targ w Ząbkowicach Ślaskich. Zakupiliśmy dużo warzyw do wspólnego gotowania obiadów i wyciskania soków. Odwiedziliśmy również sad, w którym były świeżo zerwane jabłka i ogromne śliwki. Kiedy wróciliśmy, Piotr zabrał ich na ziemię, pokazać gdzie będzie ekoosada, dom Pawła i piękne tereny. Bardzo im się spodobały nasze plany, też im się marzy stworzyć podobne miejsce na ziemi. Będą Nas wspierać w tym przedsięwzięciu i może pomagać przy tworzeniu. Na razie podjęli decyzję aby trochę dłużej u Nas posiedzieć 🙂 Pod wieczór przy piwku usiedliśmy w naszym ogródku i rozmawialiśmy co można razem zdziałać. Bardzo dużo pomysłów przychodziło do głowy, dużo porad uzyskaliśmy od Łukasza i rozwiązań na zaistniałe sytuacje. Jednym słowem bardzo owocnie spędziliśmy ten wspólny czas w ogródku.

W środę umówiliśmy się z Mariuszem na kajaki, pora była dość wczesna, aby Romek zdążył do pracy. Tak więc w 3 kajaki wystartowaliśmy z Kłodzka płynąć wzdłuż spokojnej Nysy. Nie grzało tak słońce jak w ciągu dnia, bo wybraliśmy się o 7 rano. Trasa była nam znana, bo już wcześniej przez nią płynęliśmy kajakami. Łukasz jest marynarzem na statku Greenpeace’u i już nie raz pływał sobie na przeróżnych maszynach po rzekach, morzach czy Pacyfikach. Natomiast Monika pierwszy raz płynęła i miała niesamowitą frajdę, kiedy to zaczęliśmy chlapać się wodą. Nieźle Piotrka zmoczyła, napełniając wiosło wodą i oblewając go całego. Niespodziewanie, ale jak chytrze, podpływając niby nic a tu chlup. Romkowi też się oberwało, mieli niezłą walkę wodną miedzy sobą. Potem trochę się uspokoiło i zaczęliśmy płynąć wolniej, podziwiając dno rzeki, które było ozdobione przeróżnej wielkości i koloru kamieniami. Piotr nawet kilka sobie wziął do ogródka, aby ułożyć coś ciekawego. Podróż dobiegała końca na brzegu widać było busa i Mariusza, który czekał na Nas. Wszyscy dobili do brzegu i razem załadowaliśmy kajaki. Dzień mieliśmy piękny na kajakowanie, jak później się okazało, to było wielkie szczęście, ponieważ po powrocie zaczęło padać i padać.

W piątek się rozpogodziło, więc trochę sobie porobiliśmy na ogródku. Najpierw poszliśmy poszukać jakiś fajnych kijków do pomidorów. Po drodze rozmawialiśmy z Łukaszem o przyszłości, ciężki temat bo kto ją zna 🙂 ale w naszych głowach tak jakby nasuwa się pytanie „co dalej”? wszyscy w tych czasach gdzieś pędzą, a kiedy przychodzi moment w którym się budzą, to mają 70 lat, pozostawieni sobie, zapomniani przez rodziny z brakiem wspomnień. Czy życie na tym ma właśnie polegać? Moim zdaniem to jakaś pomyłka, promowana przez system, bo system musi jakoś działać a człowiek to tylko szara jednostka bez marzeń. Zatem jak chcemy aby wyglądała nasza przyszłość? Wszyscy zgodziliśmy się, że wśród przyjaciół, wtedy inne rzeczy nie mają znaczenia. Bo razem raźniej, przyjemniej, zabawniej i ciekawiej. Wsparcie i opieka, życiowe doświadczenia i ogrom przyjaźni jakie Nas czekają w życiu jest nie do opisania. Budowanie i tworzenie relacji międzyludzkich jest bardzo ważnym elementem naszego życia, aby obudzić się w wieku 90 lat i grać w turniejach szachowych, jeździć na nartach z rodziną, wspinać się po szczytach z kochanym mężczyzną i wspólnie z przyjaciółmi śpiewać na ognisku przy świetle gwiazd.

Marzenia marzenia… ale co z naszą polską mentalnością, zawisłością, dwulicowością, wiecznym narzekaniem i pogłębiającym się brakiem zaufania do ludzi. Czas najwyższy to zmienić 🙂 Mam nadzieję, że więcej takich młodych ludzi jak Monika i Łukasz będą chcieli to zmienić. Przywrócić zdrowe relacje między ludźmi, oparte na miłości i szczerości, wspólnym szacunku i chęci do wspólnego tworzenia świata dla Nas wszystkich.  Łukasz ratuje dla Nas życie na Pacyfiku, a ty, którą część świata weźmiesz pod swoje skrzydła….?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *