IX Dni Twierdzy Kłodzkiej – rekonstrukcja bitwy o Twierdzę Kłodzką

W ten weekend razem z Piotrkiem oraz moją mamą, która Nas odwiedziła na czas urlopu, a także przyjacielem Robertem pojechaliśmy się odprężyć i coś pozwiedzać. Pierwszym celem wycieczki był Złoty Pstrąg, czyli staw w Boguszynie a drugim Twierdza Kłodzka. Bastiony twierdzy, podziemne tajemnicze labirynty i kazamaty są wspaniałym miejscem do przeżycia wyjątkowej przygody. To właśnie na ziemi kłodzkiej odbywały się teraz niezapomniane, pełne wrażeń imprezy kulturalno-rozrywkowe. Największą imprezą były Dni Twierdzy Kłodzkiej. Wtedy można było cofnąć się w czasie i doświadczyć klimatu XVIII-wiecznej fortecy, który tworzy wyśmienite tło dla tego wydarzenia, jakim jest obrona twierdzy Kłodzkiej. W tym roku od 14 do 17 sierpnia odbyły się już  IX Dni Twierdzy Kłodzkiej.

Zanim jednak wybraliśmy się na to widowisko, postanowiliśmy coś wcześniej przekąsić w Karczmie Rybnej w Boguszynie, smacznego złotego pstrąga. Oczywiście najpierw powędkowaliśmy trochę, niestety pogoda była tak kapryśna jak ryby. Słońce świeciło i na Nas mocno z nieba kropiło, albo na przemian raz słońce raz deszcz. A ryby raz podpływały blisko brzegu, a raz blisko spławika, spoglądając na nas ze szyderczym śmiechem. Spędziliśmy tam z 3 godzinki i nic, zatem zamówiliśmy rybki i pod parasolem usiedliśmy wszyscy, degustując świeże rybki. Po skończonym posiłku wyruszyliśmy do Kłodzka.

W Kłodzku udało nam się znaleźć miejsce do parkowania, fakt trochę dalej niż planowaliśmy ale było, i z tego trzeba się cieszyć. Ten mały kawałeczek spokojnie dało się przejść, po drodze oczywiście zaczęło kropić. Kierując się w stronę rynku natrafiliśmy na Targ Staroci, który malutkimi uliczkami rozciągał stragany
  ze starymi sztućcami, porcelanami czy książkami. Niektórzy rozłożyli się na kocyku, nawet dzieci  z okolicznych kamienic wystawiły swoje zabawki z nadzieją na jakąś sprzedaż. Dużo było pięknych i starych dzieł, które zachwycały swą oryginalnością. Ceny też nie były małe, więc pozwolić sobie na jakiś dzbanek było ciężko ze względu na ich historyczne lata. Na szczęście są ludzie, których to interesuje i są w stanie dać każda kwotę za posiadanie tak znamienitych dzieł. Po rozejrzeniu się w tych starociach, zmierzaliśmy do Twierdzy Kłodzkiej. W między czasie Robert się od Nas odłączył, a ja z Piotrkiem i mamką, poszliśmy na inscenizację bitwy.

Doszliśmy do Twierdzy, brama była otwarta zapytaliśmy się którędy na rekonstrukcje bitwy o Twierdzę Kłodzką i poszliśmy we wskazanym kierunku. Weszliśmy do środka twierdzy, a raczej jednego z jej wielkich korytarzy i kierowaliśmy się za ludźmi. Doszliśmy do miejsca z którego wychodziła ostatnia kampania żołnierzy, w pełnym przebraniu i szyku wojennym. Zatem szliśmy powoli za nimi, wyprowadzili Nas z murów twierdzy ku Parkowi na którym odbywała się cała impreza. Duży kawałek parku, przedpolach kłodzkiej twierdzy wraz z ulica został oddzielony czerwoną taśmą przy której stali wojskowi, dbając o bezpieczeństwo. Dookoła taśmy bardzo dużo ludzi, głównie rodziny, młodzi ludzie itp. Nawet fajnie wszystko wyglądało, można było trochę poczuć się jak w tamtych czasach. Kiedy jednak zaczęli strzelać nie było Nam do śmiechu. Huk armat i wystrzały z muszkietów były tak silne, że wszystkie nasze organy przechodziły na wylot, a serce waliło jak głupie. Całe ciało drżało po każdym uderzeniu i momentami ciężko było złapać oddech. Co sprawiło, że jak najszybciej chcieliśmy odejść od tego miejsca. Jak się okazało nie tylko my, ale sporo ludzi nie było wstanie wytrzymać tych huków. A tam stały matki z dziećmi, młodzi ludzie, a o starszych to już nie wspomnę.

Kierowaliśmy się tą samą ścieżką co przyszliśmy a wydawałoby się, że ten hałas jest jeszcze silniejszy. Na samą myśl jak to musi być tam na miejscu, robiło się słabo. Te wibracje nie są przyjemne dla ciała i dłuższe przebywanie w takim miejscu może grozić upadkiem na zdrowiu, albo omdleniami. Moim zdaniem lepiej wydać pieniądze na imprezę, która pokazuje te przyjemniejsze aspekty życia w tamtych czasach, tym samym integrując wiele kultur, a nie upamiętniając wojny o tak niskich, nieprzyjemnych wibracjach. A tutaj setki rekonstruktorów historycznych regimentów przyjechali z wielu stron Polski, Czech i Niemiec, aby tego dnia stoczyć bój o kłodzką fortyfikację.

Jednak z okazji tego wydarzenia można było zobaczyć cały obiekt za darmo, więc kierowaliśmy się na twierdzę, sprawdzić jak wygląda i jakie widoki w sobie skrywa. Pierwszym obiektem jaki pojawił się na naszej drodze to Wielki Kleszcz – poforteczny, z XVIII wieku znajdujący się w centrum Twierdzy Głównej, pomiędzy Donżonem a Dziełem Koronowym, który stanowi integralny element całego obiektu twierdzy wraz z jej systemami: komunikacji, obrony, fos, odwodnień, osłon ziemnych itd. Na terenie Wielkiego Kleszcza przygotowano bowiem pomieszczenia dla członków Kłodzkiego Regimentu Historycznego, stacjonującego na twierdzy, dlatego nie można było go zwiedzić w środku. Mogliśmy tylko zobaczyć co jest na zewnątrz, a tego za wiele nie było, więc wróciliśmy tam skąd przyszliśmy.
Przy wejściu jest druga brama, która okazała się tą, którą wchodzą turyści z przewodnikiem, była również otwarta i można było zobaczyć co za sobą chowa. Pierwszym pomieszczeniem, które udostępnili znajdowało się po prawej stronie od drogi i pełniło funkcję obronną.

Obecnie wisiała tam tablica upamiętniająca:
1944/1945
Pamięci 1500 Polaków przywiezionych przymusowo z Łodzi z fabryką AEG do pracy niewolniczej w Twierdzy Kłodzkiej w latach wojny i okupacji Hitlerowskiej.
Społeczeństwo Łodzi i Kłodzka Maj 1995.

Były tam również mapy planu twierdzy z różnych lat oraz historia jednego z więźniów Barona Friedrich von der Trenck. W roku 1743, podczas parady, Trenck został przedstawiony najmłodszej siostrze Frederyka II, księżniczce Annie Amalii, to spotkanie zapoczątkowało skryty romans Amalii z młodym oficerem. Fryderyk II gdy się o tym dowiedział posłał go do Twierdzy Kłodzkiej, po kilku nieudanych próbach, zdołał uciec z twierdzy i przez Czechy dostał się do Wiednia. Od tej pory życie Trencka pełne było intryg i przygód, które zapewniły mu sławę w całej Europie. W związku z wybuchem rewolucji we Francji powrócił do Paryża jako obserwator wydarzeń. Niestety został uznany za szpiega wrogiego państwa i osadzony w Saint-Lazare. Sąd rewolucyjny uznał go winnym i w dniu 25 lipca 1794 roku Trenck został stracony na gilotynie. Los marny, ale żywot wielu więźniów, którzy spędzili tutaj resztę swojego życia też nie był lepszy.

Ogólnie klimat mroczny i czuć trochę historii w powietrzu. Kiedy wyszliśmy stamtąd trochę zaczęło kropić, zobaczyliśmy schody które prowadzą na górę, a bardzo chcieliśmy zobaczyć panoramę gór z tej wysokości więc udaliśmy się na szczyt twierdzy.

Pogoda nam dalej kaprysiła, do tego wiaterek też sobie nie co mocniej szalał. Na górze było pięknie, wszystkie góry było widać jak na wyciągnięcie dłoni. Kolorowe niebo z jednej strony słoneczne z drugiej pochmurne, a jeszcze z innej ciemne z dużą ilością deszczu. Paleta nastrojowych emocji pogodowych w jednym miejscu, w jednym czasie. Na szczycie było bardzo wysoko, dorównywaliśmy prawie wieżyczce pobliskiego Kościoła Wniebowzięcia NMP. Posiedzieliśmy sobie trochę i podziwialiśmy te piękne widoki. Po czym zaczęło trochę bardziej padać, więc trzeba było uciekać.

Deszcz zaprowadził nas do kolejnego pomieszczenia, gdzie była wystawa fotograficzna, której tematem była impreza, z której zwialiśmy, czyli rekonstrukcja bitwy o Twierdzę Kłodzką we wcześniejszych latach. Potem zajrzeliśmy do sklepu z pamiątkami, była też wystawa sali do tortur za 2 zł, ale nie chcieliśmy tych klimatów zwiedzać, więc ruszyliśmy dalej. Kolejne korytarze z wąskimi oknami na muszkiety lub dalej karabiny. Kilka wystaw strojów, starych narzędzi, naboi lub kul armatnich. Doszliśmy do jakiś podziemnych korytarzy i kolejnych wystaw fotograficznych lub akcesoriów wojskowych. Kiedy zwiedziliśmy tak kocim szlakiem wszystkie miejsca na Twierdzy Kłodzkiej, zaczęliśmy kierować się do rynku aby zobaczyć jeszcze VIII Jarmark Forteczny – II FORUM TRADYCJI.

Na jarmarku kupcy i rzemieślnicy prezentowali swoje kramy, które pozwalały nam rzucić się w otchłań czasu, kiedy to Kłodzko, jako centrum ówczesnego kupiectwa, przez cały rok tętniło życiem. Na straganach dostępne były miody, nalewki, dżemy, przepyszne domowe wypieki oraz dzieła lokalnych artystów. Kiedy dotarliśmy na miejsce wiele tego nie pozostało, podeszliśmy do jednego straganu z rycerskim jedzeniem i okazało się że znamy kobietę, która tam robiła i sprzedawała średniowieczne jedzenie. Nasza znajoma, która prowadzi Ekologiczne Gospodarstwo Zielone Marzenie, a z którą dawno się nie widzieliśmy. Wpadliśmy w wielkie pogaduchy, nadrabiając zaległy czas i od razu planując kolejne spotkanie.

Powoli robiło się późno oraz deszczowo. Wracając do auta po drodze mijaliśmy różne stoiska, na jednym częstowali Piotrka dobrą kiełbasą, która jak się okazało później była zwykłą sklepową, z wieloma dodatkami chemicznymi na zakąskę. Szkoda, że ludzie chcą robić pieniądze po taniości, w dodatku na takich imprezach. Zamiast promować domowej roboty wytwory to idą po najprostszej linii i cenią sobie jak za złoto. Szkoda, bo w takich miejscach jeszcze miałam nadzieję spotkać jak i wypróbować domowej roboty przetwory, by w ten sposób wspierać lokalnych rolników polskich, a nie zagraniczne, przemysłowe koncerny żywnościowe. Mam nadzieję że świadomość u wszystkim polaków zwiększa się z dnia na dzień, aby w ten sposób wspierać siebie na wzajem i doceniać to co nasze. Kuchnia polska jest pełna wyśmienitych smaków, potraw i domowych wyrobów. Jest czym się chwalić i jest czym częstować. Tym uroczym akcentem, pełnym patriotycznej myśli kierujemy się w stronę Opolnicy.

Źródło: Wielki Kleszcz, Twierdza Kłodzka, Jarmark Forteczny i Targ Staroci w Kłodzku, Zielone Marzenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *