Polanica Zdrój – szlakiem niedźwiadka

Witajcie w tę niedzielę postanowiłam z Piotrkiem zwiedzić wzdłuż i wszerz Polanicę Zdrój. Pierwsze wzmianki o tym mieście były z 1347r i dotyczyły osady otoczonej gęstymi lasami zwanym Heyde, czyli u Puszczy. Stoki Gór Stołowych i Gór Bystrzyckich otaczającą Polanicę porasta las dolnoreglowy. Dominuje tu świerk, ale ostatnio wprowadzane są inne gatunki drzew, w celu urozmaicenia składu lasów: buki, jawory, jodły, jarzębiny i modrzewie.

Przełomowa dolina rzeki Bystrzycy Dusznickiej wcinająca się pomiędzy Piekielną Górę na północy (Góry Stołowe) i na południu masyw Wolarza (Góry Bystrzyckie) płynie krętym, kamienistym korytem, a strome stoki doliny sięgają tu ponad 200 m. W rzece występuje duża populacja głowacza białopłetwego, a w nadrzecznych turzycowiskach – cenny gatunek mszaka sierpowiec błyszczący.

Tego dnia pogoda nam bardzo sprzyjała, od rana było bardzo słonecznie, a niebo bezchmurne z delikatnym powiewem wiatru. Byliśmy tam w godzinach południowych, kiedy to wielu turystów przechadzało się po wąskich uliczkach szukając miejsca na odpoczynek. Udało nam się zaparkować w dość dobrym miejscu, ponieważ objechaliśmy centrum chyba z 3 2014-09-07 14-44-53razy, więc samochodowa wycieczka była dosłownie zaliczona i nie było gdzie zaparkować. Dopiero trochę dalej po za centrum znaleźliśmy parking w wolnymi miejscami. Wysiadając z auta mieliśmy już pewien obraz tego co Nas czeka. Ja z Piotrkiem już byliśmy tutaj z dwa razy ale zawsze na krótko. Dzisiaj mieliśmy cały dzień, aby poznać te piękne tereny. Idąc wzdłuż drogi,, mijaliśmy bardzo ciekawe budynki mieszkalne. Zauważyliśmy, że wszystkie domy są ogromnych rozmiarów, mogące pomieścić wiele rodzin. Wszystkie mianowały się określeniem „Willa” które można było spotkać na każdej ulicy. Wiem z historycznych zapisków że lubiła tutaj przebywać szlachta, arystokracja na uzdrowiskowych wczasach. Zatem każda z tych rodzin potrzebowała służby, całej ekipy robiącej za nich rzeczy. Zatem domy musiały być dużych rozmiarów, aby pomieścić ich wszystkich. Ciekawa tez była dość zróżnicowana architektura, która tak na prawdę przyciąga turystów do tego miejsca. Każda willa miała swój wyjątkowy styl, rozbudowę, różnego kształtu dach i szereg elementów dekoracyjnych. To nie te małe mieszkanka w blokach, gdzie na 40m2 mieści się czteroosobowa rodzina, tylko pałac z niesamowita przestrzenią.

Kierując się w stronę centrum, mijaliśmy posterunek policji, takie wielkie żółciutkie jajeczko, zabawne. Potem chcieliśmy przejść na pasach, na których zatrzymał się rowerzysta i nam ustąpił pierwszeństwa. Jaki miły gest z jego strony, od razu uśmiech na twarzy się nam pojawił. Dzień miło się zaczyna. Przeszliśmy na druga stronę i podeszliśmy do pomnika Sybiraków a potem kierowaliśmy się deptak do centrum miasta. Dookoła restauracje z ogródkami, dużo rodzin z dziećmi a także zagranicznych turystów.

Na deptaku głównej arterii Polanicy-Zdroju, położonym wzdłuż rzeki Bystrzycy Dusznickiej, pierwszą atrakcją jaka była to tzw.”Aleja Gwiazd Koszykówki”. Znajdują się tam odciski dłoni między innymi: Mieczysława Łopatki (olimpijczyka z Rzymu, Meksyku, Tokio i Monachium), Janusza Wichowskiego i Zbigniewa Dregiera (olimpijczyków z Rzymu i Tokio). W dodatku co roku przybywają kolejne odciski dłoni polskich koszykarzy – olimpijczyków i medalistów imprez mistrzowskich.

Następnie przeszliśmy na druga stronę, przez jeden z mostów jakie wzbogacają w ten krajobraz miasto. Wszędzie stragany, z muzyką z figurkami, z pamiątkami itp. Na naszej ścieżce pojawiła się kawiarnia „Mała czarna”, o której trochę czytałam w internecie, polecają wejść bo czasami można trafić na fajne ciastko. Zatem weszliśmy i rozejrzeliśmy się po ciastach, dużo było kremowych, owocowych i sernikowych ciast. Dla nas najważniejsze było czy jest robione na margarynie, bo uwierzcie że krem wtedy jest bardzo niesmaczny. Od jakiegoś czasu mamy okazję smakować różne ciasta i już wiemy czego lepiej unikać w ich składzie, głównie zważając na walory smakowe. Zapytaliśmy się ekspedientki a ona powiedziała, że dostają ciasta już gotowe, natomiast druga odparła, że wszystkie ciasta są na margarynie, bo inaczej przecież się nie robi. Ta informacja nas zszokowała, że w takiej branży tak mało się wie na temat ciasta. Przecież to jest oczywiste, że można zrobić ciasto, bez użycia margaryny i również będzie bardzo smakowało, a w dodatku wyjdzie na zdrowie. Natomiast krem wykonany na bazie margaryny jest okrutnie niesmaczny i nigdy więcej nie będziemy chcieli ryzykować kolejny raz, bo wiemy że tego nie da się zjeść ze smakiem. Ekspedientka powiedziała, że najlepiej to wziąć sernik na zimno z wiśniami. Rzeczywiście bardzo smacznie wyglądał więc wzięliśmy go na pół, aby zobaczyć jaki smak tutaj można doświadczyć. Usiedliśmy sobie w środku, bo ogródek na zewnątrz był cały zajęty, na szczęście było całkiem chłodno więc i może to lepiej. Pani przyniosła nam ciastko i z rozkoszą zaczęliśmy go konsumować. Ciastko było bardzo smaczne ale nie powaliło mnie Nas na kolana. Kiedy je jedliśmy przypomniało nam się że od rana nie zjedliśmy żadnego śniadania i może lepiej coś zjeść, aby głodnym nie chodzić. Zatem po ciastku, spacerkiem wyruszyliśmy do restauracji coś przekąsić.

W internecie szukałam jakiejś ciekawej knajpki, ale mieścina jest nie duża, a wszystko nastawione raczej na biznes, tak to odczułam. Jednak znalazłam Restaurację La Nonna, gdzie dużo osób na jej temat się wypowiedziało, opinie były podzielone ale w większości pozytywne. Jest to restauracja włoska, a my lubimy śródziemnomorskie klimaty, a z ten kraj bardzo miło wspominamy. Wchodząc do środku mijamy kilka stolików osadzonych w zimowym ogrodzie, taki taras zaszklony z którego ciągnie się mały korytarz na którym jest podłużne prostokątne akwarium z kolorowymi rafami i rybkami. Korytarz też ma swój klimacik, całkiem odmienny od poprzedniego. Mijamy barek i dalej kolejna sala, ale taka przestronniejsza, po lewo wyjście na taras, gdzie było dość gorąco więc postanowiliśmy usiąść w środku. Wszędzie drewno, włoskie dekorację, szafka z winem a po środku wielki piec opalany drewnem. Piotr zamówił TOURNEDO SALMONE z boczniakami i guacamolefilet z łososia na opiekanych kapeluszach boczniaków skropiony oliwą truflową z zielonym sosem avocado guacamole ryżem jaśminowym. To co się rzuciło nam w oczy, to że talerz ogromny a kawałek łososia mały, a boczniaki duże i dziwnie smakowały, wręcz były nie smaczne. Tą porcją nie dało się najeść raczej tylko w formie degustacji. Natomiast ja zamówiłam Lasagne szpinakowe, płaty makaronowe ręcznie wyrabiane ze szpinakiem i mozzarella opiekane w piecu. Porcja jak dla mnie nawet duża, natomiast bez smaku i przypraw. Szpinak bardzo mdły, w takim połączeniu powinna być dodana wyrazista przyprawa, aby osoba która to je nie zemdlała z wrażenia. Na te dwa dania czekaliśmy więcej niż pół godziny, ponieważ kiedy przyszliśmy to była pusta sala, a kiedy przyszły dania, to była pełna i na nie jednym stoliku były już przystawki czy zupy. Sama kwota tych dwóch posiłków, według mnie też była wygórowana. Nie adekwatna, do obsługi, ilości porcji i smaku, a raczej jego braku. Fakt wystrój i całe wnętrze lokalu było pięknie wykonane, może dlatego takie ceny. Piotr jednak zauważył że mają bardzo finezyjne puchary lodowe i na wieczór postanowiliśmy wstąpić ponownie, a może nas zaskoczą w tym temacie.

Zatem po skończonym posiłku, wybraliśmy się na zwiedzanie. Kierunek deptak i centrum miasta. Po drodze spotkaliśmy kaczki pływające w rzece, patrzyliśmy jak płyną pod prąd i to z jaką siłą pokonują taką trasę. Potem oglądaliśmy wyroby na miejscowych straganach, poszliśmy na lody włoskie, kolejka była dość długa ale to świadczyło o tym, że w tym miejscu będą dobre. Doszliśmy do Teatru Zdrojowego, który oczywiście był zamknięty więc pocałowaliśmy klamkę i ruszyliśmy dalej. W kierunku biura informacji turystycznej, miałam nadzieję że jest dziś otwarte i jakieś broszurki otrzymamy na temat tego miejsca. Kiedy doszliśmy okazało się, że jest jednak zamknięte. Obok tego punktu był Park szachowy, wielkich rozmiarów pionki szachowe przy, których turyści robili sobie zdjęcia.

Skierowaliśmy się w stronę Teatru zdrojowego i poszliśmy do Pijalni Wód Mineralnych. Ta woda już ze wcześniejszych prób mi nie smakowała, dlatego tylko poszliśmy aby zobaczyć resztę obiektu. W środku była mała galeria z butikami, restauracjami, kawiarnią i małymi sklepikami. Wszędzie pachniało ciastami i świeżo parzoną kawą, a ze stolików słychać było odgłosy obcokrajowców, głównie włochów. Wyszliśmy z tego obiektu i poszliśmy do pobliskiego Parku w którym wszędzie były wielkie informacyjne tablice, opisujące każdy ważny element tego miasta. Doszliśmy do miejsca gdzie był postawiony Pomnik Akiby Rubinsteina, znajduje się w Parku Józefa, obok starej pijalni i Hali Spacerowej. Ma formę odlanej z metalu rzeźby siedzącej postaci pochylonej nad partią szachów. Akiba Rubinstein był największym polskim szachistą. Po drugiej stronie ulicy znajdowała się Kapliczka NMP zbudowana w 1772r, w środku dalej utrzymywał się zapach tego roku. Zatem wróciliśmy znów do Parku i idąc dalej po obwodzie parku spotkaliśmy kuracjuszkę z pieskiem, wesoły element tego parku. Przy damie z pieskiem nieźle się ubawiliśmy, wymyślając różne pozy pod daną sytuację. Idą dalej pięknymi alejami tego parku, napotkaliśmy kolejną figurkę tym razem dr. Józefa Matuszewskiego, pierwszego polskiego Naczelnego Lekarza Uzdrowiska.Spacerując po Parku Józefa można było natknąć się na naturalnej wielkości figury przedstawiające kuracjuszy z epoki oraz osoby związane z uzdrowiskiem. Następnie kierowaliśmy się na Park Zdrojowy, mijając bardzo romantyczne uliczki, pełne ozdobnych elementów dekoracyjnych.

Na naszej drodze spotkaliśmy rzeźby dwóch dzbanów z wylewająca się woda z jednego. Potem zobaczyliśmy rezerwat rododendronów, piękne duże rośliny których kwiaty onieśmielają pięknością. Będąc na mostku z Piotrem podziwialiśmy tutejszą przyrodę, kiedy to zagadał do Nas jeden z przewodników małej grupki turystów i powiedział nam, że to jest most zakochanych. A tam dalej są dwa dzbany i jak para zakochanych umyje w tej wodzie twarz to połączą się na zawsze. Bardzo miły i sympatyczny człowiek, prowadził turystów z Rosji i z ciekawością opisywał miejsca które mijali. Oczywiście w każdej legendzie jest ziarnko prawdy, więc poszliśmy z Piotrkiem do tych dzbanów i pochlapaliśmy się na wzajem wodą. Tego dnia było gorąco, więc w sam raz doświadczyliśmy świeżego chłodu. Dookoła było bardzo pięknie, widać że miasto dba o ten Park, posadzone zostały różnorodne rośliny, kwiaty i krzaki. Można tu było spotkać dużo pomników przyrody, czyli drzew z kilkusetnym stażem. Spacerowaliśmy tak po całym Parku Zdrojowym, zaglądając tu i ówdzie, a potem poszliśmy zobaczyć Wielką Pieniawę oraz Kolorową Fontannę, a także Muszle koncertową.

Wielka Pieniawa to zmodernizowany obiekt ze stuletnią tradycją, położony w samym sercu Parku Zdrojowego,na przeciwko tego obiektu mieści się Kolorowa Fontanna. Fontanna znajdowała się w samym sercu Parku Zdrojowego posiada 726 dysz, z których woda tryska na wysokość 12 m. Wieczorami odbywają się tutaj pokazy „woda, światło, dźwięk”, podczas których kolumny wody w rytm muzyki harmonizują ze światłem. Wokół umieszczone są liczne ławeczki, na których można posiedzieć i wsłuchać się w szum fontanny ale jak są pokazy to ludzie stoją przy barierkach i robi się wtedy tłoczno. Pokazy kolorowej fontanny odbywają się w soboty, niedziele i dni świąteczne, ale w każdym miesiącu o różnej porze. Następną atrakcja jest muszla koncertowa, która również znajdowała się w Parku Zdrojowym, dosłownie w jego centralnej części. Jest to obiekt  zbudowany z drewna, doskonale wpasowujący się w park oraz jego architekturę.

Kiedy wyszliśmy z tej części miasta, na drodze pojawiła się kolejka turystyczna stylizowana na XIX-wieczny parowóz ciągnący dwa wagoniki retro. Bardzo zabawnie się zrobiło kiedy za nią zrobił się korek z samochodów, takie przedłużenie kolejki. A z faktu że nie można było wyprzedać to w pewnym momencie wszystkie auta musiała w jej tempie jechać. Pogoda cały czas nam sprzyjała, w pewnym momencie zrobiło się tak gorąco że trzeba było kupić wodę, więc ruszyliśmy do pierwszego lepszego sklepu. Potem kierowaliśmy się znów do Parku Szachowego.

Kierowaliśmy się wzdłuż alejki spacerowej otoczoną szpalerem cudownie pachnącego kwiecia. Na ścieżce spacerowej zobaczyliśmy platformę fontann, które w gorące dni takie jak ten dały miły chłód. Zwieńczeniem spaceru była duża fontanna tryskająca na wysokość 6 m. Posiedzieliśmy tam trochę, aby odpocząć i doświadczyć miłego chłodu jaki dawała fontanna. Potem kierowaliśmy się dalej do punktu widokowego, jak się później okazało, bo szukałam tego niedźwiadka a znalazłam co innego. Zatem idąc pod górę, dalej podziwialiśmy wielkie willowe domy, których było tutaj dużo. Doszliśmy do punktu widokowego, było kilka drewnianych ławeczek i trochę ludzi, a widok zapierał dech w piersiach. Jak na talerzu cała Polanica Zdrój, dookoła piękne Góry, błękitne niebo i czerwone willowe osiedla. U podnóża tego punktu był kompleks rozrywkowy, tzw. tor saneczkowy i można było obserwować jak rodzice z dziećmi bawią się zjeżdżając po torze.
Siedzieliśmy tak z 20minut, zobaczyliśmy że obok jest mała ścieżka, która prowadzi na dół więc postanowiliśmy nią zejść. Po drodze oczywiście piękne widoki, rwąca rzeczka i rodzinka kaczuszek. Doszliśmy do kasy biletowej toru saneczkowego, niestety było bardzo dużo ludzi zainteresowanych więc poszliśmy sobie dalej, wzdłuż drogi. Pozwiedzaliśmy tutejsze osiedla, przypatrując się tutejszej architekturze. Zabawne było bo na jednej uliczce, to wszystkie wille miały do zaoferowania pokoje gościnne, tak tu chyba gościnnie. Po drodze stwierdziliśmy że przydałoby się coś zjeść i ruszyliśmy do centrum. Powiem Wam że ciężko było coś wybrać, w końcu udało się ale nie było nic lepszego. Restauracja Krokus w której obsługiwała nas bardzo sympatyczna pani, która na moje pytania szczerze odpowiadała, tak przynajmniej czułam. Chciałam koktajl i spytałam się czy z mrożonych czy ze świeżych, a ona odparła że z lodóweczki. Potem Piotr zapytał która ryba świeża, ona wymieniła tylko jedno danie, więc nawet fajnie, że przynajmniej wiemy co jemy. Niestety co z tego że wiemy, jeśli to w ogóle nie smakowało, może tyle że wiemy dlaczego. Sałatka grecka bez smaku, a koktajl ciepły i taki mdły, a był z jagód podobno. Piotr miał zestaw strasznych surówek, pstrąga ale chyba bez przypraw i koszmarne frytki, chyba z mąki ziemniaczanej. Tragedia, w tym momencie zaczęliśmy rozmyślać dlaczego tutaj w tak pięknym i uzdrowiskowym miejscu, wszystkie knajpki karmią bardzo niesmacznym i niezdrowym jedzeniem. W takich miejscach według Nas powinny być uzdrowiskowe dania, nowatorskie smaki na kolorowych talerzach, podane z dodatkiem uśmiechu przemiłych pań i panów obsługujących kuracjuszy. Menu powinno być przykładem zdrowego jedzenia, odpowiednio dobranego i przyrządzonego ze smakiem. A dookoła jest jeden wielki śmieciowy biznes. Wszędzie ludzie kolosalnych rozmiarów wcinający mega przetworzone i bez życia jedzenie. Wszędzie to samo w karcie, mięso, ziemniaki w różnej postaci i surówki ze słoika lub nieświeże sałatki. Chętnie bym się napiła soku ze świeżo wyciskanego jabłka lub spróbowała finezyjnej sałatki z sezonowych warzyw. Naszym zdaniem mięso może być tylko dodatkiem do dań, a warzywa i owoce, tyle ich mamy i o każdej porze co innego, różnorodność jest tak bogata w tej kwestii, że klient nigdy by się nie nudził. Kucharze mogliby popisywać się swoją wyobraźnią, bo teraz tylko odgrzewają gotowe produkty. Po zjedzeniu tego zrobiło nam się ciężko i sennie, organizm woła o odpoczynek by mógł to strawić, co nie jest łatwe nawet w mniejszych proporcjach. Pomyśleliśmy aby udać się do groty solnej, relaks i odpoczynek w jednym, więc udaliśmy się do „Wielkiej Pieniawy”. Niestety była już 18 i koniec seansów, mogliśmy jedynie zobaczyć co mają w ofercie, bo jest tu dużo ciekawych zabiegów na ciało. Widzieliśmy basen, oraz szereg innych miejsc w tym kompleksie, wzięliśmy trochę ulotek aby poczytać sobie o tych zabiegach zanim się zdecydujemy na któryś. Wyszliśmy z hotelu i postanowiliśmy odnaleźć tego niedźwiedzia.

Jednak wcześniej też wypatrzyliśmy dwa obiekty, które warto zobaczyć z bliska. Pierwszy to Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny zbudowany w latach 1911-1912. Obok stał dawny dwór jezuicki, najstarszy budek w Polanicy zdrój. Dwór przejęło Zgromadzenie Sióstr św. Józefa, obecnie prowadzą Specjalny Ośrodek Wychowawczy. Oby dwie budowle wzniesione na skarpie, piękne widoki i masywne budowle. Stamtąd ścieżką kierowaliśmy się do Parku ale skręciliśmy wcześniej szukając śladów niedźwiedzia. A dokładnie rzeźby niedźwiedzia polarnego na kamiennym postumencie w Parku Leśnym. W 1910 r. glacjolodzy określili, że wyznacza on najdalej wysunięty zasięg lądolodu skandynawskiego na Ziemi Kłodzkiej. Polanicki niedźwiadek jest bohaterem wielu miejscowych legend i anegdot, jak się przypatrzy wielu miejscowościom to właśnie to jest element, który ich wszystkich łączy. Trafiliśmy do Parku Leśnego, a tam rzeczywiście bardzo fajna ścieżka edukacyjno-rekreacyjna i ogromny niedźwiadek. Za Parkiem widać było kolejną ogromną budowlę, zapewne kolejne sanatorium lub jakiś hotel. Było już późno więc za długo tam nie posiedzieliśmy, chcieliśmy jeszcze zobaczyć zachód słońca na punkcie widokowym, ale kiedy dotarliśmy tam to był tylko księżyc. Piękne niebiesko-granatowe niebo i jedno małe świecące kółko, fajny widoczek. Ostatnia atrakcja dzisiejszego dnia miała być w bliżej nie znanej godzinie, ponieważ organizowany był również pokaz kolorowej fontanny ale nigdzie nie znalazłam o której. Skierowaliśmy się znów w dół miasta, idąc boczną ścieżką i załapaliśmy się jeszcze na deser lodowy w restauracji La Nonne. Jeden wielki puchar lodowy z owocami i bita śmietaną. Byliśmy tam o 20 i czekaliśmy dobre pół godziny na podanie lodów. W końcu nadeszły, na szczęście bardzo nam smakowały ale kolejnym razem zastanowimy się czy tutaj wstąpić. Szybko wyszliśmy i kierowaliśmy się w stronę fontanny, jedna z godzin była tuż tuż. Po drodze słyszeliśmy już jakieś utwory więc wiedzieliśmy że już koncertują, ale załapaliśmy się jeszcze na 3 utwory. Dookoła fontanny było bardzo dużo ludzi z przewagą zagranicznych turystów. Pan kierujący tym koncertem, miał siedzibę w muszli koncertowej a raczej pomieszczeniu przy niej i obserwował zachowania ludzi,  dzięki czemu mógł podkręcać romantyczny klimat. Ostatnie 3 utwory, były włoskie więc jak na polskie miasto, dzisiaj czułam się jak we Włoszech, Piotr zapewne też. Bo w wielu miejscach byli włosi, oprócz tego restauracja włoska, lody włoskie, muzyka włoska…nie trzeba daleko wyjeżdżać… tylko gondolierów brakowało, bo przecież jest rzeka. Fakt płytka ale jest 🙂

Źródło: Polanica Zdrój

3 myśli nt. „Polanica Zdrój – szlakiem niedźwiadka”

  1. Witajcie. Fajnie się to czyta. Powiem, szczerze, że nawet dowiedziałem się czegoś nowego, choć mieszkam w tych rejonach. Nigdy nie widziałem w Polanicy, alei gwiazd koszykówki, jak tam jestem to zawsze szybko i szybko, pewnie nawet nie zwróciłem na to uwagi. Tak samo z pomnikami, widziałem tylko pomnik Rubinsteina a pozostałych dwóch nie 😀
    Zapraszam do Kudowy, u nas też jest wiele, ciekawych miejsc.

    PS Dzięki za miłe przyjęcie i interesujące rozmowy, których mam nadzieję będzie więcej. Pozdrawiam Michał

    1. Dzięki za miłe słowa Michał. Mamy w planach zwiedzić całą Kotlinę Kłodzką, na pewno te większe miasta, jak i miejsca o których już dawno zapomniano. Kudowa też jest na naszej trasie, więc mam nadzieję że zaskoczymy również Ciebie tym co tam odkryjemy. Nam również było miło Ciebie gościć, zapraszamy na kolejne pogaduchy przy herbacie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *