Bystrzyca Kłodzka – Wymarłe Królewskie Miasto

Z racji pobytu u Nas Bogdana, pomyśleliśmy że razem z nim wybierzemy się do Bystrzycy Kłodzkiej. On w tym czasie miał warsztaty w tutejszym liceum a my mieliśmy 5 godzin na poznanie tego miejsca. Tym razem pokierowaliśmy się do biura informacji turystycznej, aby zobaczyć jakie atrakcje nas czekają.Na miejscu dostaliśmy mapkę z przebiegiem trasy turystycznej oraz miejscami, które warto zobaczyć oraz informator Regionalny Ziemi Kłodzkiej. Pani która Nas obsługiwała była bardzo sympatyczna i pokierowała w miejsca, które warto zobaczyć. Kiedy wyszliśmy zaczęłam czytać co gdzie i jak.

Bystrzyca Kłodzka powstała na przełomie XIII/XIV w. na szerokiej, piaskowcowej trasie między dwiema rzekami Bystrzycą Łomnicką i Nysą Kłodzką. Miasto mimo wojen, pożarów i klęsk zachowało pierwotny układ z całym niemal systemem fortyfikacji. Pierwszym miejsce które było na naszej trasie to Baszta Rycerska, ale jak do niej doszliśmy to pocałowaliśmy klameczkę. Zatem wróciłam do punktu informacyjnego i pytam się pani czy można wejść do środka. Pani oparła że tak, ale teraz jest sama i prosiła aby przyjść za godzinkę, wtedy wrócą koleżanki z urzędu i będzie mogła Nas oprowadzić po basztach. Zatem poszliśmy do Biblioteki, w której znajdowały się podziemia, małe korytarze kończące się jednym większym pomieszczeniem. Obecnie wisiały tam różne zdjęcia, więc pewnie była organizowana wystawa. Mieliśmy godzinkę na poznawanie innych miejsc, wiec ruszyliśmy na ryneczek, była godzina 10 i nikogo nie było w tym miejscu, oprócz pań sprzątających. Cisza i spokój w słoneczny dzień, nie czuć turystycznego szlaku w powietrzu. Za to mogliśmy podziwiać sobie piękny ratusz, który był w stylu neorenesansowym. Na przeciwko wejścia, kostkami brukowymi ułożony został obraz herbu Bystrzycy Kłodzkiej, Lwa z dwoma ogonami.

Ciekawa historia z tym lwem, w XIII wieku, gdy Ziemia Kłodzka należała do Czech, król czeski Ottokar II nadał Bystrzycy Kłodzkiej herb, tutejszy namiestnik Ziemi Kłodzkiej przysłał do Pragi swoich przedstawicieli z wozem, po kamienną tarczę herbową. Ottokar II słynął z tego, że lubił wystawne uczty, a także trzymały się go żarty. Orszak po przyjeździe został zaproszony przez niego na ucztę do białego rana. Rano odebrali tarczę i z wielkim kacem położyli się na wozie.  Droga stawała się wyboista i tarcza podskakiwała w efekcie spadła i odpadł lwi ogon. Wszyscy się zatrzymali i zastanawiali co robić, bo bali się srogiego króla, ale wiedzieli, że z taką tarczą nie mogą wrócić. W Pradze udali się na Hradczany i na klęczkach zmierzali do króla, aby błagać go o nową tarczę herbową. Król wiedział o ich powrocie i przyglądał się z wieży zamkowej jak na klęczkach wracają, wtedy postanowił spłatać im figla. Oczywiście zrobienie nowej potrwało tydzień i król przez ten czas upijał swoich podwładnych dobrze się bawiąc, w ostatni dzień zorganizował jeszcze większą ucztę, orszak nie chciał pić więc postanowił trochę oszukać króla i cały trunek wylać pod stół aby nie dopuścić do kolejnej takiej sytuacji. Rano odebrali tarczę herbową i wszystkim szczęka opadła, bo nie wiedzieli czy maja jakieś omamy czy się król pomylił, ponieważ Lew miał dwa ogony. Król zauważył ich minę i powiedział, że teraz jak będą jechać to jak znów odpadnie im ogon, to jeszcze zostanie drugi. I tak o to powstał herb z lwem o dwóch ogonach.

Kolejnym miejscem jakie zobaczyliśmy to pomnik św. trójcy, monumentalne dzieło. Trójkondygnacyjny cokół dźwiga w górze rzeźbę św. Trójcy, poniżej Maria Immaculata i Michał Archanioł oraz figury św. Józefa, Joachima i Anny. Na ażurowej balustradzie św. Florian, Jan Nepomucen i Franciszek Ksawery. Pomnik ten powstał w mieście, które pierwsze na Ziemi Kłodzkiej poskromiło protestantyzm. Nie wiem, czy jest się chwalić. Pomnik ciekawy w swych wykonaniu, ale znaczenie strasznie smutne.

Po ryneczku kierowaliśmy się małą wąską uliczką i doszliśmy do Kościoła P.W. ŚW. Michała Archanioła nawiązującego do renesansu śląskiego, który jest wynikiem licznych przebudowań. W środku trawy prace remontowe, więc nie był dostępny dla turystów. Obok znajdował się zespół zabudowań parafialnych, wszystko świeciło żółciutkim kolorem, jak jajeczko na miękko 🙂

Wróciliśmy do punktu informacyjnego z nadzieją, że będziemy mogli wspiąć się na szczyty tych baszt. Po drodze mijaliśmy pręgierz z napisem „Bóg karze niepoczciwych”. Dla mnie osobiście takie miejsca prawa, zbrodni i śmierci – nigdy nie powinny mieć miejsca. Jeżeli przyjmiemy, że Bóg jest bezwarunkową miłością to znaczy, że Bóg nigdy nie karze. Zatem ten wytwór nie może iść prosto od Boga, a raczej od człowieka, który nigdy nie doświadczył takiej miłości, więc nie wie czym jest. Tym małym akcentem filozoficznym udałam się do przemiłej Pani, która powiedziała że może teraz z nami iść.

Zatem pierwszym miejscem, które zwiedziliśmy to Baszta Rycerska z początku XIV wieku, zwana także Rzeźniczą. Jest kamienna z otworami strzelniczymi, hełmem ceglanym w formie ostrosłupa. W roku 1843 przerobiona na dzwonnicę zbudowanego obok zboru ewangelickiego ze szkołą, w którym mieści się od 1964r. Muzeum Filumenistyczne, które dzisiaj było zamknięte. Wchodząc do Baszty Rycerskiej trzeba być małych rozmiarów, gdyż jest to bardzo ciasne pomieszczenie o wąskich, bardzo wąskich i stromych schodach, które prowadzą na samą górę pod wielkie dwa dzwony. Zastanawiam się jak ci żołnierze mogli tutaj cokolwiek bronić, chyba tylko siebie przed bronią kolegi aby za blisko nie była. To ciekawe w jakich warunkach człowiek potrafi funkcjonować.

Następnym miejscem była Brama Wodna wykonana cała z kamienia, nadbudowana wieżą z krenelażem i ostrosłupowym hełmem ceglanym. Przelot bramy zamykała od zewnątrz żelazna, spuszczana na łańcuchach krata. W pomieszczeniach wieży pobierano opłatę za wjazd. To miejsce była w dobrym stanie a w środku zaskoczyło Nas wykonana makietą Bystrzycy Kłodzkiej. W tym budynku było sporo miejsca, więc czuliśmy się dobrze. Przyjrzeliśmy się całej makiecie, co, gdzie stało i co po tym pozostało. Piętro wyżej było wejście na taras widokowy, Piotr otworzył ciężkie żelazne malutkie drzwi i wyszliśmy na zewnątrz. A tam piękne pasma gór, widok na część miasta a tak dokładnie czubate czerwone wielkie dachy, piętrowo rozsadzone. Gdyby wyremontować wszystkie te budynki i pomalować pastelowymi kolorami, to było by tu bajkowo. Spędziliśmy trochę czasu na górze, ciepły wiatr rozwiewał nam włosy i kierował wzrokiem na otaczające Nas budowle. Tutaj byliśmy trochę dłużej, aż zaczęli turyści też to miejsce zwiedzać, więc pani powiedziała, że jeśli chcemy pójść na trzecią basztę to musimy sami kierować się do punktu bo ona musi zostać.

Wyruszyliśmy w stronę rynku i zaburczało nam w brzuchu. Bogdan powiedział aby znaleźć Bar Kaktus bo tam podają bardzo smaczne jedzenie, domowej roboty. Zatem udaliśmy się na przekąskę. Okazało się, że to taki nowocześniejszy bar mleczny, postanowiliśmy sprawdzić co mają do jedzenia. Piotr zamówił naleśniki ze szpinakiem w sosie czosnkowym i zupkę porową, a ja ruskie pierogi i zupkę ogórkową. Dodatkowo kompocik z domowej roboty, jabłka z cynamonem. Pani która przyjmowała zamówienie była bardzo sympatyczna, od razu z większą przyjemnością chciało nam się jeść. Kiedy dostaliśmy jedzenie, zaczęła się długo oczekiwana konsumpcja. Jak na bar to spoko, ale można było trochę udoskonalić, ponieważ moja zupka była za słona a pierogi bez przypraw, natomiast Piotrka dania były bardzo smaczne. A ilość ogromna, za tak niewielką cenę. Dowiedzieliśmy się również, że w tej miejscowości Magda Gessler robiła swoje kuchenne rewolucję, więc postanowiliśmy, że jak spotkamy się z Bogdanem pójdziemy sprawdzić tę restaurację.

Kiedy wychodziliśmy z baru i wracaliśmy do punktu, po drodze spotkaliśmy Panią z baszt i razem kierowaliśmy się do punktu informacyjnego. Wzięła klucz i zabrała Nas do Baszty Kłodzkiej kolejnego elementu miejskiej fortyfikacji. Tam jeszcze większe pomieszczenie, w dodatku bardzo wysokie a na samej górze wyjście na taras widokowy. Ta Baszta jest najwyższa z tych dwóch, więc widoczki były ciekawsze i z innych stron miasta.

Pożegnaliśmy się z Panią przewodnik i ruszyliśmy na spacer po tutejszych uliczkach. Wyszliśmy z miasta przekraczając most i przy brzegu Nysy Kłodzkiej na trawce usiedliśmy sobie podziwiając całą architekturę tego miejsca. Pogoda była śliczna, resztki gorącego lata i powiew chłodnej rzeczki. Zastanawialiśmy się z Piotrkiem jak to jest, taki potencjał tego miejsca i nie wykorzystany. Spacerując tak po mieście widać było jak dużo ludzi stąd ucieka. Dużo pustych lokali, szmateksy w centrum rynku, brak pomysłowości oraz motywacji do działań, powoduje, że miejsce to zamienia się w odludną ruinę. Momentami czuliśmy się jakby miasto wymarło. Po południu pojawiło się trochę ludzi, ale to za wiele nie dało. Rozpadające się budynki, uciekający tubylcy i brak perspektyw do życia wpływa na to, że to miasto umiera. Nie wiem jak wygląda aktualna polityka tego miejsca, ale w dniu dzisiejszym, widzę tylko remonty niektórych dachów i dużo budynków niewpasowanych w ten klimat oraz biednych ludzi i smutnych dzieci szukających swojego miejsca w tym zimnym i skamieniałym mieście.

Po tych rozkminkach ruszyliśmy na spotkanie z Bogdanem i kierowaliśmy się do Restauracji „Zielone Drzewo”. Chłopaki zamówili pierogi a ja ciastko z jabłkami. Jedzenie było smaczne, ale jak się okazało byliśmy już tak najedzeni, że nie daliśmy rady nic więcej spróbować z kuchni Gesslerowej. To co zamówiliśmy było smaczne. Pogoda jeszcze dopisywała więc ruszyliśmy do tutejszych lasów, zobaczyć jak grzyby rosną i uzbieraliśmy kilka maślaków i kozaków. Gdy już robiło się ciemniej postanowiliśmy wrócić do domu, do naszej Opolnicy.

Źródło: Bystrzyca Kłodzka,

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *