Warsztaty wspólnego budowania ścian z kostek słomy

Nareszcie Paweł zorganizował długo oczekiwane warsztaty wspólnego budowania ścian z kostek słomy, w pierwszym domu jaki powstaje w ekoosadzie. Prace ruszyły 30 lipca. Niestety, kampania informacyjna na portalu społecznościowym nie przyniosła wielkiego efektu i na początek trzeba było liczyć na własne siły. Na dodatek aura była pochmurna i deszczowa – nie zapowiadało się optymistycznie. Ale to nic, przez pierwsze trzy dni, przygotowywaliśmy drewniany szkielet domu pod upychanie weń kostek słomy. Tutaj pomagaliśmy wszyscy wraz z Robertem. Wyciąganie zbędnych złączek kątowych, co by nie przeszkadzały, później wzmocnienie tymi samymi złączkami belek balkonowych, ubijanie wystających gwoździ, itp. Za samą słomę zabraliśmy się w sobotę z samego rana – kolejny pochmurny dzień 🙂

Paweł wynajął przyczepę, zrzuciliśmy tyle kostek słomy, że na przyczepie zrobiła się z nich spora wieża. Zaczęliśmy pracę w trzy osoby: Paweł, Robert i ja – jak widać współczynnik ilości prac do ilości rąk do pracy wskazywał, że nie będzie dużych postępów. Kostki słomy były większych rozmiarów niż odstępy miedzy belkami, ponieważ architekt nie uwzględnił tych wymiarów i trzeba było każdą kostkę dopasowywać odpowiednio do wnęki. Mimo wszystko Robert żwawo wziął się za dzielenie kostek i stawianie pierwszej ścianki. Całkiem sprawnie mu to szło. Paweł poinstruował mnie jak to się robi. Należy wziąć wymiar, jaki chcemy uzyskać kostki. Paweł oponował aby brać większy o parę centymetrów, aby kostka mocno była wciśnięta. Jednak w praktyce wyszło, że przy mocno skompresowanych kostkach jakie mieliśmy, branie faktycznego wymiaru jaki był między belkami, było wystarczające, kostki i tak ciasno wchodziły. Tak więc mając wymiar, brało się szydło – pręt z dwoma otworami na końcu, przez które przewlekało się dwa osobne sznurki. Coś jak igła z nitką. Tyle że tutaj były dwa sznurki, jeden szedł do wiązania po lewej stronie kostki, drugi po prawej. Teraz takie szydło z przewleczonymi sznurkami wbijało się w kostkę, tak aby przeszło na wylot. Wbijaliśmy na wysokości jednego z pierwotnych sznurków, którym związana była cała kostka na około. Szydło po przebiciu także musiało wyjść na wysokości pierwotnego sznurka. Teraz nasze dwa przewleczone, nowe sznurki, można było odwlec z szydła, a samo szydło wyciągnąć z kostki. Potem trzeba było mocno zawiązać sznurki, jeden z prawej strony, drugi z lewej. Supełek robiliśmy na rogu kostki, jako że najlepiej siły się wtedy rozkładają. Teraz całą operację z szydłem, trzeba było powtórzyć przy drugim, pierwotnym sznurku. Czyli uzyskiwało się dwa przebicia szydłem z wiązaniem, dwoma osobnymi sznurkami po prawej i po lewej stronie. Teraz wystarczyło przeciąć pierwotne sznurki – cięliśmy przy suple aby je później wykorzystać do ponownego zawiązywania – i oddzielić lewą, związaną część kostki od prawej.
W ten sposób jedna duża kostka zostawała podzielona na dwie mniejsze, jedna na wymiar jaki chcieliśmy, druga do wykorzystania na później – jako “zapchaj dziura” 🙂 Przy rozdzieleniu kostek mogła się zdarzyć niemiła niespodzianka. Mianowicie, przewleczone sznurki szydłem mogły się skrzyżować ze sobą, uniemożliwiając rozdzielenie kostek. Wtedy pozostawało zerwanie jednego ze sznurka, odplątanie i zawiązanie na nowo. Aby się przed tym ustrzec ważne było uporządkowanie sznurków na lewo i prawo, jeszcze przed wbiciem szydła. Teraz wymiarową kostkę należało wcisnąć w ścianę, między belki, z czym było trochę siłowania się, pomysłowości przy używaniu łoma, blach do lepszego prowadzenia, no i dużego drewnianego młota, co by porządnie przywalić i ugnieść 🙂 I tak do piątej kostki w ścianie, patrząc po wysokości. Aby wcisnąć szóstą, należało pozostałe pięć ścisnąć pasem.

Roboty sporo, na szczęście do pomocy zaczęli przybywać pierwsi wolontariusze. Tak w sobotę dołączyła do nas Kinga i jak by wraz z jej pojawieniem się zaczęło się wypogadzać. Wyjaśniłem Kindze co i jak z kostkami, po czym szybko zaczęła pracować samodzielnie. Później w pełnym już słońcu prace posuwały się do przodu. Z wizytą wpadli też do nas Darek z Agnieszką, gdzie też pomogli nam przy kostkach. Paweł zadbał o posiłek dla wszystkich, a nawet o prysznic polowy, który też wspólnie zmontowaliśmy na kształt tipi.

I tak z pracami zeszło nam do wieczora, gdzie w ciągu tego dnia udało nam się zrobić prawie całą jedną ścianę.

W niedzielę ustaliliśmy z Pawłem, że popracujemy tak z pół dnia. Ja jednak odczuwałem już wszystkie mięśnie i kości, więc przeznaczyłem całą niedziele na odpoczynek. W niedzielę pojawił się kolejny wolontariusz do pomocy Pawłowi. Jednak to wciąż było za mało. Tym bardziej że po niedzielnych rozmowach z Pawłem, sytuacja już kompletnie nie wyglądała za dobrze. Ja od poniedziałku miałem robotę przy komputerze od świtu do zmierzchu, Piotrek miał do zrobienia podłogę u nas w domu – położenie oleju i woskowanie, Robert wyrzucił z siebie wszystkie emocje i też zawiesił wszelkie prace. Coś wisiało w powietrzu. Mało ludzi, dużo pracy a w takim tempie to do zimy byśmy tego nie zrobili. Zatem postanowiliśmy się nie spinać i odpuścić, zobaczyć co wtedy się pojawi, jakie emocję będą temu towarzyszyły. Co okazało się dobrym krokiem i przyniosło ze sobą wiele korzyści. Z czego bardzo się cieszyliśmy.

Jak w niedzielę wieczorem Paweł został z perspektywą pracy tylko z dwoma wolontariuszami, tak w poniedziałek z samego rana stało się coś niezwykłego. Napisała do mnie Agata w pilnej sprawie, chciała mój numer telefonu. Po chwili zadzwonił do mnie Paweł Sroczyński z Cohabitatu, że jest już w Bardo i czy może wpaść nas odwiedzić. Oczywiście, mówię wpadaj. Piotrek wstał i miał dużo nieodebranych połączeń, dostał również SMS-a w którym, pisze że Paweł S. chce Nas na spontanie odwiedzić. Natomiast do Kamili Agata dobijała się na Facebooku o nr telefonu. Zatem z każdej strony się do Nas dobijali aby poprowadzić go do celu. Z początku myśleliśmy że przyjedzie Paweł S. i jakaś osoba towarzysząca, bo nie zapowiadało się na większą ekipę, a przynajmniej nic nie wspomniał o tym Paweł S. A tu niespodzianka, przyjechał, jak się okazało z 10 osobową ekipą! Przyjechali z warsztatów budowania domu naturalnego w ramach projektu Organica. Tyle że tam organizator nie zorganizował im materiałów do pracy, dlatego też postanowili sobie zrobić turne po różnych inspirujących miejscach. Z racji tego że Agata spędziła u Nas trochę czasu, to zaproponowała Pawłowi S. aby odwiedził ekoosade Bardo i tak trafili do nas. Powiedzieliśmy im o trwających u nas pracach, okazało się, że chętnie pomogą i w dodatku mają cały sprzęt ze sobą. Poszliśmy do Pawła na budowę. Po krótkim zapoznaniu się, cała ekipa podzieliła się na grupki i sprawnie ruszyła praca w kolektywie. Nasz Paweł był uradowany, jednak wciąż martwiło go, że to tylko rozwiązanie na dzisiaj. Jednak i te jego obawy prysły, gdy większość ludzi zadeklarowała, że może zostać na cały tydzień. Tak o to prace ruszyły błyskawicznie i ścianki ze słomy zostały ułożone nawet na piętrze. Takim o to sposobem niemożliwe staje się możliwe 🙂10582983_10152673934738408_3524109523274749282_o

Organica feat. Cohabitat

2 komentarze do “Warsztaty wspólnego budowania ścian z kostek słomy”

  1. Tak było i było wspaniale! Pogoda słoneczna na przemian z deszczykiem, atmosfera pozytywna, jedzenie przepyszne, ze nie wspomne o goscinności Osadników 🙂

  2. Osadnicy to przemili otwarci ludzie, od których mozna czerpać duuuużo pozytywnej energii i inspirować sie ich poczynaniami. Pozdrawiam serdecznie!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.