Sezon Grzybowy uważamy za obficie zakończony!!!

Ze względu na owocne zbiory, kolejne przetarte szlaki i nowo poznane grzyby, stwierdzam że w tym roku Opolnica znów Nas miło zaskoczyła. Głównymi grzybiarzami jestem ja z Piotrkiem, więc to głównie my spędzaliśmy dużo czasu na poszukiwaniach leśnych. Jeśli choć raz do Nas wpadniecie to zrozumiecie!

Jeśli chodzi o zarys historyczny Opolnicy to źródła na jej temat tak o to piszą:

Rzeczywiste początki Opolnicy sięgają XIII wieku, a konkretnie roku 1290. Wówczas to książę świdnicki Bolko I sprzedał niejakiemu Grabiszy z Dzbanowa “las z gruntem i wszystkimi dodatkami”, położony między Gerardestorph i Bardem za 40 grzywien wraz z prawem wybudowania karczmy. W 1334 roku wymienia się wieś o nazwie Villa Gerhardi, a w 1336 roku występuje jako Geresdorff. Obie wymienione nazwy, a także istniejąca do 1945 roku Giersdorf, pochodzą najprawdopodobniej od imienia założyciela wsi – Gerharda. Pierwszymi znanymi właścicielami Opolnicy byli Heringowie. Jeden z nich, Peschko Hering w 1359 roku sprzedał w Opolnicy kawałek ziemi miastu Ząbkowice w celu budowy drogi do Kłodzka.

Pod koniec XVI wieku właścicielami byli Burghausowie na Stolcu, którzy wynieśli tutaj okazały, renesansowy dwór. Wieś, w przeciwieństwie do pobliskiego Barda była od początku XVI wieku lokalnym ośrodkiem protestantyzmu. Tak było aż do 1653 roku, kiedy to miejscowy kościół siłą rekatolicyzowano. Po 50 latach, w 1708 roku kościół wrócił do ewangelików i tak już pozostało do dnia dzisiejszego. W 1729 roku majątek w Opolnicy nabył hrabia Jan Henryk Kurschwand. Po jego śmierci jego druga żona wyszła ponownie za mąż za hrabiego Ludwika Wilhelma Schlabrendorfa, którego ojciec Ernest Wilhelm był ministrem do spraw Śląska za czasów króla Fryderyka Wielkiego. O potędze tego rodu może świadczyć fakt, że Schlabrendorfowie,  w 1795 roku odkupili od Auerspergów księstwo ziębickie i na jego obszarze ustanowili własne państwo stanowe z siedzibą w Stolcu. Schlabrendorfowie byli właścicielami Opolnicy do 1858 roku, następnie majątek przeszedł drogą spadku w ręce pięknej i romantycznej hrabianki Anny Deym. To z jej inicjatywy zagospodarowano okolice Opolnicy, wytyczono ścieżki spacerowe, urządzono miejsca widokowe, nazwano okoliczne skałki. Szczególnym powodzeniem cieszył się punkt widokowy nad wysokim brzegiem skalnym pomiędzy Bardem i Opolnicą, zwany też Grafensitz (miejsce hrabiowskie).

Razem z Piotrkiem chodziliśmy po tych szczytach. Na prawdę, jak się tam stanie, to zapiera dech w piersiach. Widok jest niesamowity. Można by powiedzieć, że nadzwyczajnie nieziemski. Czułam się jak Pocahontas w bajce, kiedy stała nad obrywem skalnym i śpiewała piosenkę, w której  próbowała zrozumieć postępowanie ludzi względem życia i przyrody. Dookoła piękne dzieła stworzone przez przyrodę, powoli pozbawiane życia przez cywilizacyjne zabawki człowieka. Jak dobrze, że jeszcze są takie miejsca, gdzie ta ingerencja jest do przeżycia. Na tych szczytach są piękne lasy, a że post jest o grzybach to jest czym się w nich pochwalić. Nawet powstała ciekawa historyjka, kiedy Piotrek wracał z Barda spacerkiem, zachciało mu się zobaczyć jakie grzyby rosną na wzgórzach. Jednego tylko nie przewidział, że wejście będzie niesamowicie strome i niebezpieczne, a jego ubiór nie dostosowany do grzybowych przygód. Jednak kiedy serce woła i jest rządne przygód, to warto go posłuchać i za nim iść. Zatem wspiął się na szczyt i zaczął znajdywać prawdziwki, ponieważ nie miał ani kosza ani noża, to wszystko trzymał w rękach. Po chwili spotkał starszego mężczyznę i zapytał o jakąś torbę, ten dał mu reklamówkę, a jak wspiął się jeszcze wyżej to na samym szczycie znalazł nożyk. Pięknie! Wszystko czego potrzebował dostał i wrócił do domu z wielką reklamówką grzybów.

Mało kto bowiem wie, że Opolnica była znaną wsią letniskową. Na terenie wsi tryska także źródło wody mineralnej. Jest to woda siarczkowa i chociaż nie jest uznawana za wodę leczniczą, jest bardzo popularna jako woda stołowa. Według miejscowej legendy, źródło to miał odkryć Bolesław Chrobry, gdy przebywał w tej okolicy przy okazji zakładania grodu w Bardzie. Niestety ta piękna legenda nie ma żadnego potwierdzenia w historii.

Dzięki temu, że wieś tą traktowano jako letniskową, jej przyrodnicze walory nie uległy zniszczeniu. Bujne lasy w różnorodne gatunki drzew, wprawiały w zachwyt, kiedy to słońce przebijało się przez liście brzózek, gdzie można było spotkać wielkie kapelusze kań. Natomiast dęby i buki, opanowały tutejsze wzgórza gdzie rosną przeróżne grzyby tj. maślaki żółte, zajączki, podgrzybki i prawdziwki. Jak głębiej się zapuściliśmy to między świerkami pojawiały się przeróżne maślaki: czerwone, żółte, szare, ziarnisty i maślak sitarz. Uczta była bardzo smaczna.  Na polankach często można było spotkać ogromne kanie, czerwone kozaki a pewnego dnia nawet smacznie pachnące rydze.  Tego roku las hojnie nas ugościł i pokazał co w trawie piszczy.

Na grzybobranie wybieraliśmy się po dwunastej, czasami po południu i zawsze na kilka godzinek, aby za dużo roboty w domu nie mieć. Bo wiecie, samo grzybobranie jest wspaniałe, ale jak trzeba usiąść w domu i zacząć to wszystko sprawdzać, czyścić i segregować co do marynowania, suszenia lub gotowania, to reszta dnia z głowy. Często kończyliśmy wszystkie prace po północy, zdarzyło się nawet do 5 rano siedzieć i czyścić grzyby, tak by nie uległy zniszczeniu bo były takie mokre po deszczu. Pracy dużo, ale za to jakie rezultaty smaczne i pachnące. Jak wiecie, dom wtedy pochłania aromat suszonych grzybów, więc jak wchodzi się to na wstępie jest się głodnym, bo tak pobudza nasz żołądek do jedzenia. 2014-09-17 16-43-01Dodatkowo zapachy potraw niosły się po całym podwórku, zupa borowikowa, jajecznica z podgrzybkami, sos grzybowy lub takie cienkie plasterki wyglądające jak chipsy. Kuchnia opanowana przez rewolucje grzybowe, pojedliśmy wielu przeróżnych grzybów w każdej postaci.

W ty roku pierwszy raz udało mi się znaleźć kurki, co było dla mnie największym leśnym prezentem, ponieważ często mijając półkę sklepową z kurkami, mówiłam sobie że najpierw chce je sama znaleźć i spróbować, zanim kupię. Tyle się o nich nasłuchałam, jak smakują i jak pachną, że warto było czekać na ten moment. Zrobiliśmy z cebulką podsmażaną, wrzuciliśmy kurki i dodaliśmy jajeczko, a na końcu posypaliśmy świeżo ściętą pietruszką… mniam…!!! Tego dnia był Romek i trafił właśnie na degustacje kilku rodzajów grzybów, których jak mówił sam nigdy nie jadł. Było śniadanie z kurkami, deser z rydzami a na obiad kotlety z kani i chipsy z podgrzybków. Wiem… zwariowaliśmy, ale to wszystko było takie smaczne, że chciało się więcej i więcej doświadczać przeróżnych potraw. Tego roku było pięknie!

Oprócz grzybów godnym uwagi i zbierania są tutejsze krajobrazy. Przyroda tak dobrze wpływa na nasz organizm, czujesz się zrelaksowany i spokojny. Ja każdego dnia doładowywałam  i uziemiałam się, wracając pełna energii. Strumyki, kamyki, żabki i ptaszki. Śliczne salamandry i wielkie szare ropuchy. Odgłosy dzików i wyskakujące z krzaków sarny. Piękne olbrzymie czaple, które wznosiły się ku niebu, pozostawiając wielki cień na ziemi. Ich płynny ruch i niesamowita wyniosłość oraz czułe rodzicielstwo, dają do myślenia.  Miejsce lecznicze, pozbawione stresu, które napełnia i karmi chęcią do życia.

Tego roku też mieliśmy pomysł z Piotrkiem aby zacząć kręcić tę przyrodę, nawet były pierwsze próby kiedy na naszym horyzoncie pojawił się nowy grzyb. Wielka ogromna piłka golfowa, która na pierwszy rzut oka wydawała się nie jadalna, ale jak się doinformowaliśmy jest bardzo smacznym grzybem. Mało znana czasznica oczkowata występuje na łąkach i sięga do 40 cm średnicy – niesamowite! Nam udało się jedną znaleźć i zabrać do domu, w celu konsumpcji. Pisali, że bardzo smaczna, ale nam jakoś tak nie posmakowała. Usmażyliśmy ją jak chipsy, więc miała duże szanse na dobry komentarz, bo chipsy ze wszystkich grzybów nam bardzo smakują. Jednak ten, nie koniecznie. Ważne, że wiemy o nim i wiemy jak smakuję, to bardzo cenna wiedza, która kiedyś może nam się przydać. Wracając do wątku, to właśnie wtedy po raz pierwszy Piotr zabrał  kamerę i zaczęła się zabawa. Jedno jest pewne, musimy jeszcze trochę poćwiczyć przed kamerą, bo łatwiej się pisze posty niż mówi przed kamerą. Mam nadzieje, że szybko uda nam się opanować pewne swoje słabości i puścimy pierwszy odcinek naszych przygód.

Najważniejszym elementem naszych przygód grzybowych, byli ludzie, którzy:
– odwiedzali i podziwiali nasze zbiory
– korzystali z naszych zbiorów tworząc smaczne potrawy
– z nami zbierali i poznawali te grzybowe lasy.
Zawsze było smacznie i wesoło, pracowicie i chilloutowo. Za każdym razem pełne dwa kosze grzybów, za każdym razem nowe przetarte szlaki, za każdym razem piękna słoneczna pogoda i za każdym razem chęć pójścia do lasu od nowa.

Źródło: Opolnica

 

Jeden komentarz do “Sezon Grzybowy uważamy za obficie zakończony!!!”

  1. uwielbiam borowiki, to król grzybów. W tym roku był prawdziwy wysyp,czegoś takiego nie było od 40 lat ( tyle lat chodzę na grzyby). Nawet grzybnia z nasion w tym roku zaowocowała i mieliśmy kilkanaście borowików pod domem. Wszystkich zachęcam do zbierania grzybów, zamiast siedzenia przed komputerami czy telewizorami 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.